W pałacu 2 cześć
I nastała cisza, długa, straszna i obezwładniajaca,
Ojciec zaginionej kobeity, nie potaił znależc dla siebie miejsca, krązył dokoła włąsnego biura, zadręczał pracowników. Niechetnie wracał do domu. Nie potrafił rzomawiać z zoną.Zbyt duzo kosztowało go to napięć. Czuł że, żona coraz więcej przed nim ukrywa. Nie ufał jej. Nie rozuniał jej toku myslenia. Byli sobie coarz barzdiej obcy. Wiedział,że to zona napędziła mu stracha swymi domysłami i kiepskimi pomysłami oraz oskrażeniami, o to że nie poświecał córce czasu i teraz to nie nadrobi. Skupił się na poszukiwaniach na włąsną rękę, zdany na własna intuicję, nie na histerię żony. Wiedział, o żonie tyle, że jej nie znał i był gotów teraz poznawać. całą swoją energię poswiecił na odszukaniu córki. na odzyskanie z nia zatraconej więzi. Czuł, że tak powinien, teraz albo nigdy.
Dzwonił do biur detektywistycznych, które cieszyły się najlepszą opinią wśród wyróżnionych w internecie.
Pisał, nawet do jasnowidza. Nie był w stanie czekać. telefon do córki wciąz był poza zasięgiem.
Zdązył nawierzyć wszelkie portale społecznościowe, które nalezały do jego córki.
metoda prób i błędów, usiłował dostać się do osobistego konta na facebooku, nalezącego do Irminy.
Kombinował na wszelkie możliwe sposoby, wymyślał najbardziej prawdopodobne i nieprawdopodobne kombinacje. Brzskutecznie. Był bliski załamania się i poddania.
Tymczasem matka Irminy, nareszcie zdobyła numer do Kaśki, wyprosiła siłą perswazji od dziewczyny.
-Kasiu, umieramy ze strachu. Powiezd co się dzieję z moją córką!-krzyczała matka.
-Pani Leokadio, prosze mnei zrozumieć , ale nic nei ejst Irminie, ona zyje. Ona się zakochałą w jakims Piotrze i oszaalaała i prosiła, aby nic Państwu nie mówić-kobieta sciszyła głos niemal do szeptu.
-To absurd, my umieramy ze strachu, a awy się bawicie naszym kosztem. Tak się nie robi rodzicom i nikomu blsikiemu. Dlaczego Irmina ma wyłączony telefon?-dopytywała kobieta.
-Ona jest zajęta miłością, jest dorosła. To prosiła przekazać. Zabroniła mi komukilwiek o tym wspominać- głos kaśki brzmiał konspiracyjnie.
-Nie rozumiem, jak można tak dręczyc psychicznie matke zaginionej?. Ja musze tam pojechać. Podaj mi adres i to już!-drążyła Leokadia.